czwartek, 27 września 2012

Rozdział 14

Klaus:

              Nie wiem co się ze mną stało. Jak mogłem tak po prostu wypuścić stąd Caroline? Dlaczego nie powiedziałem tej bandzie dzieciaków całej prawdy? Sam nie wiedziałem jak mam sobie to wszystko wytłumaczyć. Przecież ludzie, a raczej wampiry nie zmieniają się od tak z dnia na dzień, nawet kiedy czują coś więcej do drugiej osoby.... Nie rozumiałem jak mogłem być takim idiotą i pokazać wszystkim jaki to ja jestem wspaniały i troskliwy. Niech to szlag! Ani Caroline, ani jej przyjaciele nie mogli uważać mnie za słabego. Musiałem jak najszybciej wymyślić coś co znowu wzbudziłoby w nich przerażenie.
- Cześć braciszku! - nagle w drzwiach stanęła Rebekah. Byłem lekko zszokowany jej świetnym humorem. Już dawno nie widziałem jej tak szczęśliwej.
- Coś się stało? - zapytałem ostrożnie wiedząc, iż z pewnością moja siostra zaraz zacznie prosić mnie o coś w moim mniemaniu niedorzecznego.
- Nik, nawet nie zgadniesz z kim rozmawiałam - zaczęła powoli podchodzić do fotela, w którym wypoczywałem. - Dzisiaj całkiem przypadkiem spotkałam się z panią burmistrz. Rozmawiałyśmy przez chwilę o jakiś głupotach, aż w końcu pani Lockwood złożyła mi bardzo ciekawą propozycję. - moja siostrzyczka uśmiechnęła się przebiegle.
- Niech zgadnę, pani burmistrz da ci gigantyczną nagrodę jak tylko pozbędziesz się mnie z miasta? -  Powiedziałem z udawaną przebiegłością wpatrując się w szklankę z whisky.
- Po pierwsze nie, po drugie, wydaje mi się, iż pani Lockwood darzy cię sympatią, a po trzecie zapytała mnie czy nie zechciałabym urządzić przyjęcia z okazji... no nie ważne z jakiej tam okazji, to jak zgadzasz się?
- Rebekah, ile razy mam ci powtarzać, iż nie życzę sobie, aby w moim domu organizowano jakiekolwiek bale...  - przypomniałem z frustracją, choć byłem święcie przekonany, że moja siostra już dawno podjęła decyzję za mnie.
- Wiesz co? Mam to gdzieś! I dla twojej wiadomości bal odbędzie się za 3 dni...
- Nawet nie wiesz jaka jesteś.. denerwująca... - ująłem dość delikatnie nie chcąc użyć nieprzyzwoitych sformułowań. Wściekły na siostrę wyszedłem z domu. Dokładnie wiedziałem do kąt poprowadzą mnie nogi.

Caroline:

               Koszmary, to najgorsza rzecz jaka może spotkać osobę, która pragnie tylko spokojnie spać. Najgorsze było to, że niestety w koszmarach pojawiają się postacie, a raczej potwory, których najbardziej się boimy. W moim przypadku był to oczywiście Klaus. Jedna scena za drugą pojawiały się w moim umyśle i wszystkie były związane oczywiście z nim.
               Nie wiem jakim cudem nagle obudziłam się. W sekundę później cholernie żałowałam, że nadal nie dręczą mnie zmory. Jak zwykle rzeczywistość musiała być jeszcze bardziej okrutna.
- Bardzo niespokojnie spałaś - stwierdził z szelmowskim uśmiechem Klaus. Jak gdyby nigdy nic leżał sobie obok mnie spokojnie wpatrując się w moje oczy.
- Nie ma się co dziwić, śniłam o wielkim potworze - powiedziałam próbując wydostać się z łóżka. Oczywiście niestety nie było mi to dane, ponieważ jakieś wielkie łapsko wciskało moje żebra w materac.
- Czyżbyś mówiła o mnie słonko? - zapytał z niedowierzaniem - Oj , chyba się obrażę... - powiedział robiąc minę złego pięciolatka.
             Niestety na moje nieszczęście nie wytrzymałam i wybuchłam śmiechem. Wampir, chcąc podtrzymać mój dobry humor zaczął mnie łaskotać..... Poważnie?? Nie zdawałam sobie sprawy, że osoba mająca ponad 1000 lat jest jeszcze na tyle dziecinna, a tym bardziej iż jest to najpotężniejsza hybryda stąpająca po tej ziemi... No cóż najwyraźniej pozory mylą.
-Przestań, błagam - zachichotałam, ledwo co powstrzymując się od płaczu.
              Klaus w końcu przestał, lecz po chwili zrobił coś co było dla mnie jeszcze gorsze. Poczułam jak jego wargi dotykają moich. Jeszcze nigdy Klaus nie całował mnie z taką czułością i miłością. Raptownie odsunęłam się od niego, na co on tylko posmutniał.
- Klaus, nic się nie zmieniło od naszego ostatniego spotkania, ja nadal uważam, że to co między nami zaszło to był po prostu błąd - powiedziałam szczerze, nie owijając w bawełnę.
- Ach, to tak... - stwierdził z wyczuwalną irytacją wampir
- Ty chyba nie zdajesz sobie sprawy z tego ile złego wyrządziłeś mnie i moim przyjaciołom. Tego nie da się od razu odbudować. Ja wierze w to, że chcesz się zmienić, ale...
- A kto powiedział, że mam zamiar się zmieniać? - przerwał mi nagle Klaus. - Caroline, ja nie mam zamiaru ani trochę się zmieniać, ba mam zamiar nadal szantażować twoich przyjaciół, a co do ciebie kochanie... - powiedział gładząc mnie po policzku - Czy chcesz czy nie oboje wiemy, że i tak już należysz do mnie.. - zakończył uśmiechając się cwaniacko.
- Chyba sobie kpisz! - powiedziałam najwścieklej jak potrafiłam - nigdy nie należałam, nie należę i nie będę należeć do ciebie, jasne!? - wrzasnęłam rzucając się na Klausa, podduszając go, a jednocześnie wyszczerzając kły.
              Pierwotny praktycznie od razu zamienił nas miejscami, z tym że mnie nie podduszał.
- Pozwól, że o tym będę decydował ja... - stwierdził, po czym złożył na moich ustach namiętny pocałunek. Po dłuższej chwili szarpania się z hybrydą, w końcu zostałam uwolniona.
- Wynoś się stąd - krzyknęłam i w mgnieniu oka znajdując się przy drzwiach. Klaus popatrzył na mnie z rozśmieszeniem i podszedł do mnie. Mimowolnie zadrżałam czując na swoim dekolcie jego lodowaty oddech.
            Usłyszałam tylko powiedziane szeptem ,,.. ja też cię kocham '' i nagle go nie było. Przez chwilę stałam jak słup soli, puki nie usłyszałam dzwoniącego telefonu. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego, iż już świta. ,, Jak dobrze, że mama pojechała w nocy do pracy'' - przeszło mi przez myśl kiedy odbierałam telefon.
- Halo.. - Powiedziałam powoli, siłując się z każdą literą.
- Hej Caroline, z tej strony Elena, wiesz mamy do ciebie sprawę, wiem, wiem, nie powinnam zawracać ci niczym głowy po wczorajszych wydarzeniach, ale to naprawdę pilne. Zjaw się jak najszybciej u Salvatorów ok?? - powiedziała na jednym oddechu.
- Dobrze, pa... - powiedziałam kończąc rozmowę.
              ,, Kolejny raz nie obchodzi ich to co przeżywam ja, tylko oczywiście Elena... '' - stwierdziłam z goryczą, po czym zaczęłam szykować się do wyjścia.







Co sądzicie o nowym rozdziale??? Mnie szczerze mówiąc się nie podoba:( No, ale cóż, komentowanie i ocenę pozostawiam wam... :)
  
       

niedziela, 16 września 2012

Rozdział 13

Klaus:

             Jak ja nienawidzę tego cholernego dzwonka! Dopiero w tamtej chwili tak dosadnie sobie to uzmysłowiłem. Nie dość, że byłem wściekły na Caroline za jej męczeńskie wyznanie w stylu -,, wiesz, coś do ciebie czuję, ale nie możemy być razem bo muszę być lojalna wobec moich przyjaciół, którzy bez wahania oddali mnie tobie na pewną śmierć byle ratować tą tępą Elenkę '' - to jeszcze jacyś pieprzeni nieproszeni goście.
             Naładowany po brzegi furią zsunąłem się z łóżka. Szybko narzuciłem na siebie szlafrok i po raz ostatni przed wyjściem zerknąłem na wampirzycę. Siedziała skulona cały czas wpatrując się we mnie. Patrzyła w taki dziwny sposób. Sam nie wiedziałem czy jest na mnie zła, czy też na siebie. Kiedy tylko nasze oczy się spotkały ona szybko odwróciła głowę, jakby wstydziła się tego, że przed chwilą patrzyła na mnie. Zrobiłem głęboki wdech i nie zastanawiając się nad tym dłużej powędrowałem w stronę drzwi. W wampirzym tempie zbiegłem ze schodów i otworzyłem drzwi.
            Widok przede mną o mało co nie powalił mnie z nóg. Moja szczęka powędrowała w dół, a źrenice rozszerzyły się z niedowierzaniem. Byłem tak zszokowany, że przez parę sekund nie byłem w stanie wydobyć z siebie żadnego dźwięku. Po chwili otrząsnąłem się, a moja twarz przybrała wyraz rasowego zabójcy.
- Witam, choć powiem szczerze, że nie spodziewałem się was o tak wczesnej porze. - powiedziałem wysilając się na sztuczny uśmiech.
- Klaus, przyszliśmy po Caroline - odezwała się wiedźma, cała dygocząc ze strachu.
- Oj, na faktycznie, wcześnie się wam o niej przypomniało... - zakpiłem. Mimo wszystko byłem pewien podziwu dla całej tej zgrai. Bonnie, Stefan, Damon, a nawet sama Elena postanowili zawalczyć o ,, przyjaciółkę'' . ,,No cóż, zaczyna robić się ciekawie...'' - pomyślałem z przekąsem
- Gdybyś chciał wiedzieć - zaczął ze złością Damon - to próbujemy już od trzech dni dostać się do tej twojej nory, ale niestety nawet moc Bonnie nie pomogła.
- Nie ma co się dziwić, to istne lokum szatana - nagle wtrąciła Elena.
            Dopiero teraz zwróciłem uwagę na to jak się zmieniła. Wydawało mi się, że jest bardziej odważna i pewna siebie, ale może to tylko pozory, gra żeby mnie zmylić.
- Oj, no w końcu się spotykamy. - powiedziałem do wampirzycy. - Pewnie słyszałaś już, iż od pewnego czasu poszukuję cię słonko.
- Czego chcesz? - zapytała niesamowicie oschle.
- Nie będziemy rozmawiali o takich sprawach przed drzwiami, proszę wejdźcie.- skinąłem ręką i czekałem na reakcję tych idiotów. Oczywiście czarownica przez chwilę stawiała opory, ale w końcu wszyscy weszli do środka.
- A więc wracając do twojej sprawy - wskazałem ręką na brunetkę - wyjścia są dwa. Albo wszystkich was zabiję, albo znajdziecie jakichś sposób na to, abym nadal mógł tworzyć hybrydy. - zakończyłem ze słodkim uśmiechem. Miny moich słuchaczy były bardzo nietęgie. Można by było rzec, iż są przerażeni.
- A co z Caroline? - zapytał jedyny opanowany z całej ich grupy Stefan.
- Nic mi nie jest... - usłyszałem głos mojej anielicy rozbrzmiewający kilka kroków za mną.
             Raptownie odwróciłem się i ujrzałem ją w całej okazałości. Stała bosa, a jej ciało okrywała jedynie jakaś pognieciona koszula, zapewne z mojej szafy.
- O mój Boże! Caroline co no ci zrobił!? - krzyknęła Elena jednocześnie podbiegając do mojej królewny. Dopiero teraz dotarło do mnie, że moja bogini jest cała zapłakana i nieobecnie wpatruje się w podłogę.


Caroline:

             Poczułam jak ktoś, chyba Elena przytula mnie. Dziwnie czułam się w jej ramionach, z pewnością dlatego, że to nie była już moja stara przyjaciółka, ale jakaś obca wampirzyca. Po chwili przygniatania mnie do siebie dziewczyna odsunęła się ode mnie na krok, po czym zwróciła się do Klausa.
- Coś ty jej zrobił!? - wrzasnęła dygocząc ze wściekłości.
            Wampir popatrzył na nią z obojętnością, a po chwili jego spojrzenie powędrowało na mnie. Patrzył ze smutkiem, jakby chciał mnie za coś przeprosić.
- Nie martwcie się moi drodzy, jak widać byłem wielkoduszny i nie zabiłem jej.. - wysyczał, cały czas patrząc na mnie. - Dla rozwiania waszych wątpliwości dodam tylko, iż wszystko co zrobiłem z tą dziewczyną było wymuszone przeze mnie - dodał, po czym uśmiechnął się triumfalnie. - Po prostu użyłem swojego uroku.
              Kiedy usłyszałam to co powiedział Klaus prawie się przewróciłam. Nie mogłam uwierzyć, że to powiedział. Nie wiedziałam tylko po co skłamał. Przecież mógł im powiedzieć, że tak po prostu spaliśmy ze sobą, a tym samym definitywnie odepchnąć ode mnie moich przyjaciół. Czułam jak krew pulsuje mi w uszach, a tętno niebezpiecznie przyspiesza.
- Jak mogłeś!? - nagle usłyszałam głos Bonnie. - Jak można być takim potworem!? - pytała podchodząc do hybrydy.
- Wolę być potworem niż kłamcą - stwierdził, spoglądając na mulatkę. - No dobrze dosyć tych wzniosłych rozmów. Daje wam kilka dni na odnalezienie jakiegoś sposobu na tworzenie hybryd. A teraz możecie już odejść. - dokończył wskazując dłonią na drzwi.
              Kątem oka zobaczyłam jak wszyscy zaczynają wychodzić. Nie wiem co się ze mną działo, ale nie byłam wstanie zrobić nawet kroku. Cały czas patrzyliśmy się na siebie. Klaus patrzył na mnie ze złością, a ja z niedowierzaniem.
- Caroline już dobrze, choć ze mną - poczułam jak ktoś obejmuje mnie w tali - zapewne, żebym się nie przewróciła - a potem ciągnie w stronę drzwi. Dopiero na zewnątrz uświadomiłam sobie że tym ,, kimś'' była Elena.
              Wszystko potem działo się niezwykle szybko. Co prawda jazda samochodem była koszmarem. Nie zdawałam sobie sprawy z tego, że cisza może być aż tak mącząca. Na szczęście szybko znaleźliśmy się pod moim domem. Oczywiście ma progu czekała na mnie już zapłakana mama. Ostatnią rzeczą, na jaką miałam ochotę było opowiadanie tego wszystkiego. W mgnieniu oka przywitałam się z nią i od razu pobiegłam do swojego pokoju. Właśnie wtedy dotarło do mnie, że jest wczesny wieczór.  Podłam niczym nieżywa na łóżko mając nadzieję, że od razu zasnę. Niestety, wspomnienia były silniejsze niż zmęczenie...






Przepraszam! Przepraszam, że tak długo nie pisałam, ale niestety jest już rok szkolny. Obiecuję tylko, iż od teraz postaram się częściej dodawać rozdziały, tym bardziej że mam w głowie zarys całej historii, włącznie z zakończeniem.... Ale spokojnie jeszcze trochę pozostało do napisanie przed epilogiem;)
PS. I jak? Co sądzicie o tym rozdziale? Bardzo proszę o komentowanie!!! Nawet nie wiecie ile każdy komentarz dla mnie znaczy:)

poniedziałek, 3 września 2012

Otagowana....;)


Hmmm...  od czego by tu zacząć..., no cóż, może od tego, iż zostałam otagowana przez Esme. Powiem, że jeszcze sama nie do końca rozumiem zasady ,, tagowania'' , ale postaram się coś z siebie wydusić i napisać..:)
 Zasady:

1. Po przeczytaniu 11 pytań odpowiadamy na wszystkie na swoim blogu.

2. Następnie wybierasz 10 osób, które tagujesz i zamieszczasz linki do ich blogów.
3. Tworzysz 11 nowych pytań, na które będą musiały odpowiedzieć osoby otagowane.
4. Powiadom osoby wybrane przez ciebie, że zostały otagowane.
5. Daj Taga osobą, które jeszcze go nie miały.

Pytania, z którymi się zmierzyłam...;)
1. Skąd pomysł na to, aby założyć bloga?
- Pewnego, bardzo pochmurnego dnia od niechcenia przeglądałam stronę z nowinkami na temat TVD i to właśnie tam natknęłam się na artykuł o różnych blogach z tematyką ,,serialową ''. Po kilku dniach i kilku przeczytanych przeze mnie opowiadaniach postanowiłam sprawdzić swoje siły i dokładnie 10 lipca napisałam pierwszą notkę, jeszcze na Onecie..... i tak to się zaczęło..:)
2. Dlaczego piszesz opowiadanie o nich/niej/nim?
- Piszę opowiadanie o Caroline i Klausie, ponieważ zaintrygowała mnie ich więź, a raczej wizja ich związku w przyszłości...
3. Skąd masz inspirację na to, aby pisać?
- Wiem, że to zabrzmi bardzo dziwnie, ale nie mam żadnego szczególnego źródła inspiracji. Po prostu wykonując praktycznie każdą czynność zastanawiam się o czym dokładnie mógłby być kolejny rozdział....
4. Lubisz czytać?
- Raczej tak.
5. Jaki jest twój ulubiony film/filmy?
- Nie mam jednego, ulubionego filmu. Jeśli mam wymienić kilka z tych ,, naj'' to będą to:
Adwokat diabła, Ojciec chrzestny, Gladiator, Pearl Harbor, Zapach kobiety, Titanic ;), Prestiż, Iluzjonista, Batman ( wszystkie części), ... i wiele innych....
6. Jaki jest twój ulubiony pisarz/pisarka?
- Nie posiadam takowego.....:)
7. Ulubione danie?
- Jest kilka potraw, które naprawdę lubię, a są to:
Spaghetti, pizza, krewetki( pod każdą postacią), lasagne, chińszczyzna, musaka....
8. Czy twoi przyjaciele wiedzą o tym, że piszesz bloga?
- Nie i nie chcę żeby wiedzieli....
9. Ulubiony napój?
- Kawa.
10. Kim chcesz zostać w przyszłości?
- Tajemnica....;)
11. Myślałaś kiedyś o tym, aby wydać książkę?
- Tak, ale stwierdziłam, że nie mam najmniejszego talentu więc......:(

Osoby, które ,, otagowałam ''
PS. Sorki, miało być 10 wytypowanych osób, ale niestety, nie udało się, ponieważ pozostałe blogi, które czytam zostały już otagowane...;)

Pytania....
1. Czy wiesz już, jak dokładnie potoczą się losy bohaterów twojego opowiadania?
2. Co robisz w wolnych chwilach?
3. Masz rodzeństwo?
4. Jaka jest twoja ulubiona książka?
5. Czy lubisz czytać lektury szkolne?
6. Co napędza cię do dalszego pisania?
7. Czy ktokolwiek, prócz ciebie oczywiście wie, że prowadzisz bloga?
8. Jaki jest twój ulubiony serial?
9. Jakiej muzyki słuchasz?
10. Masz zwierzątka, jeśli tak to jakie?
11. Czy blogowanie to twój nałóg?
:)

sobota, 1 września 2012

Rozdział 12

 
           ,,(...) i spotkały się ich usta... Spotkały się jakimś bezgrzesznym pocałunkiem, jak bezgrzeszna jest sama miłość. ''

Caroline:

    
               Ból ustąpił. Nie czułam nic prócz ciepła jego ust, jego ciała. Jedyne słowo jakie idealnie wpasowywało się w moje uczucia to pożądanie. W tamtej chwili chciałam tylko jednego i wcale nie obchodziło mnie to czy to co robiłam było dobre czy złe. Pragnęłam tylko, aby jego ciało przywierało do mojego. Aby jego usta nie schodziły z moich. Łaknęłam jego dotyku niczym powietrza. Mimo tego, iż w mojej głowie krzyczało tysiące, a może nawet miliony głosów, które ciągle podpowiadały, że właśnie popełniam największy błąd w swoim życiu, że w ten sposób poddaję się, że on dostał to czego chciał, że po prostu wygrał.....
              Poczułam jak pocałunki Klausa stają się coraz to bardziej łapczywe i brutalne. Wiedziałam, że już nie wystarczają mu moje wargi. Zaczął schodzić coraz niżej, błądząc przy tym rękoma po moim ciele. Nagle jego dłoń dotknęła rany, która od razu dała o sobie znać. Jęknęłam, czując powracający ból. Mój kochanek od razu się ode mnie odsuną i spojrzał w moje oczy.
- Nie możemy tego zrobić... - mówił, cały czas przyglądając się ranie. Raptownie uśmiechnął się delikatnie. -Wiem, że w moich ustach zabrzmi to dość dziwnie, ale naprawdę jesteś jeszcze zbyt słaba na ,, taki wycisk''.. - po wypowiedzeniu przez Klausa ostatnich dwóch słów oboje zaczęliśmy się szczerze śmiać. 
             Nie wiedziałam w którym momencie bariera między nami została całkowicie załamana. Przez tyle czasu próbowałam sobie wmówić, że tak naprawdę Klaus nic dla mnie nie znaczy. Że to tylko mój wróg.... Teraz jednak byłam już pewna tego, iż coś do niego czuję, ale jeszcze nie potrafiłam zweryfikować tego uczucia. Mogłam odkryć tę tajemnicę na wiele sposobów, ale zdecydowanie chciałam iść drogą na skróty, więc wybrałam rozwiązanie najbardziej ,, gorszące'', a zarazem najbardziej w stylu Caroline Forbes...
- Wydaje mi się... - zaczęłam mruczeć, dotykając przy tym ręką dłoni wampira. - ... iż mój stan zdrowia jest już całkiem stabilny panie ,, doktorze'' - powiedziałam nie ukrywając śmiechu. Krwiopijca pokręcił tylko delikatnie głową, po czym posłał mi ten nieziemski, łobuzerski uśmieszek. 
- A więc doktorze Mikaelson, na czym to skończyliśmy..... - powiedziałam po czym jednym, dość zgrabnym ruchem zdarłam z hybrydy koszulę. 
               Wampir nie czekając ani chwili dłużej rzucił się na mnie, a następnie zdarł ze mnie górną część bielizny. Ku mojemu zdziwieniu wcale nie czułam się skrępowana, co więcej w czasie, kiedy mój kochaś zachwycał i bawił się moim dekoltem ja zabrałam się za zdejmowanie jego spodni. Niestety, odpięcie tego pieprzonego paska sprawiło mi niesamowitą trudność. Klaus, widząc jak siłuję się z materiałem, postanowił ułatwić mi zadanie. Z pół uśmieszkiem pozbawił się dolnej części garderoby. 
              W chwilę później powrócił do swojego wcześniejszego zajęcia, z tą jednak różnicą, iż teraz jego usta zdawały się schodzić coraz to niżej. Kiedy doszedł do punktu docelowego moje ciało eksplodowało, a ja byłam w stanie wydać z siebie jęk rozkoszy. Pierwszy raz czułam coś tak niezwykłego. Jedyne co byłam w stanie wtedy robić, to błagać mojego ,, boga''  aby nie przestawał. Nie mogłam wyobrazić sobie czegoś wspanialszego i dającego tyle radości. 
             Jednak do czasu, a raczej do momentu kiedy Klaus znalazł się we mnie. Jedyne słowa jakie mogą opisać uczucia mną targające to euforia, podniecenie i nieokiełznane pożądanie. Ta mieszanka uczuć nasilała się z każdym jego ruchem czy dotknięciem. Właśnie wtedy zdałam sobie sprawę, iż mimo tego, że z jednej strony wszystko nas od siebie odpycha, to z drugiej zaś czułam że wiąże nas coś silnego, na wzór przeznaczenia. Po niezwykle długich chwilach uniesień i zachwytu oboje padliśmy na łóżko. Nawet nie wiedziałam kiedy zasnęłam w objęciach hybrydy.


Klaus:

              Nie mogłem w to uwierzyć! Właśnie leżąc obejmowałem moją księżniczkę, która jeszcze spokojnie spała. Czułem bijącą od niej radość. Sam jednak musiałem przyznać, iż dzisiejsza noc była naprawdę magiczna. Nie byłem w stanie okiełznać mojego szczęścia. Szczęścia spowodowanego przebywaniem z tą niezwykłą kobietą. Od momentu pierwszego ratowania jej życia nie rozumiałem co mnie do niej tak przyciągało. A może inaczej, co mnie w niej tak pociągało.... Na pewno wygląd, który przyprawiał nie jednego mężczyznę o zawrót głowy. Było w niej tyle siły, odwagi i dobroci, że nawet takie monstrum jak ja musiało się w niej prędzej czy później zakochać. 
             ,, Przeciwieństwa się przyciągają '' - przypomniałem sobie zdanie często wypowiadane przez ludzi. Mimowolnie zaśmiałem się z duchu z niedorzeczności tych słów, ponieważ zaraz przed moimi oczyma ukazała się postać silnej wampirzycy pewnej każdego swojego słowa czy też ruchu. Morderczej, zabójczo pięknej i niebezpiecznej... Taki model Caroline dużo bardziej pasował do mnie. 
                Przypadkowo spojrzałem za okno. Musiał być już ranek, ponieważ nie tylko było już bardzo widoczne słońce i jego promienie, ale także słyszałem w oddali szumy aut, w których zapewne ludzie pędzili do pracy. Nagle moja bogini delikatnie wzdrygnęła się, po czym odwróciła się w moją stronę, ukazując przy tym swoją idealną twarz.


Caroline:

                Nie mogłam pozbierać myśli. Cały czas myślałam o poprzedniej nocy..... Cieszyłam się z tego co między nami zaszło, ale równocześnie zastanawiałam się co mam dalej robić. Przecież było oczywiste, że Klaus jest moim wrogiem..... No właśnie kolejny dylemat. Był on wrogiem moim czy Eleny? Nie wiedziałam co zrobić.. Z zadumy wyrwał mnie głos wampira.
- Coś nie tak? - zapytał ze słodką troską w głosie. - Widzę, że coś cię trapi kotku.. - mówiąc to posłał mi szelmowski uśmiech i oparł się na jednym łokciu.
-  Widzisz.... - zaczęłam lecz nie dane mi było skończyć ponieważ Klaus zamknął moje usta w pocałunku.            
                Kiedy po dłuższej chwili oderwaliśmy się od siebie na nowo rozpoczęłam mój monolog.
- Klaus, to co było wczoraj było naprawdę niezwykłe, ale oboje wiemy, a przynajmniej mam taką nadzieję, iż to nie może się więcej powróżyć. My nie możemy być razem. To się nie uda, więc lepiej zakończyć to jak najszybciej. - powiedziałam nie odrywając wzroku z oczu hybrydy. Widziałam, jak moje słowa ranią go, ale nie miałam innego wyjścia, musiałam to powiedzieć. Niespodziewanie na jego twarzy zawitał nieodgadniony uśmiech. 
- Ach, no tak zapomniałem.. - powiedział ze sztucznym przejęciem. - Oczywiście, boisz się tego co by na to wszystko powiedzieli twoi przyjaciele, czyż nie? - zapytał za wściekłością. 
- Nie chodzi mi tylko o to - zaczęłam się tłumaczyć, jak dziecko, które właśnie zbiło wazon. - Nie mogłabym być, a tym bardziej sypiać z osobą która bez skrupułów wymordowałaby całe to miasto w tym także  moich przyjaciół... - zakończyłam patrząc na niego z bólem.
- No popatrz, jakoś w nocy nie miałaś większych problemów z przespaniem się ze mną, ba nawet się o to prosiłaś! - wysyczał z satysfakcją i pogardą w głosie. 
                Nie wytrzymałam i z całej siły uderzyłam go w policzek. Nie musiałam długo czekać na jego reakcję. No cóż, jakby nie patrzeć to zostałam przygnieciona do łóżka, a moje ręce były wciskane w materac przez dłonie Klausa.
- Puszczaj mnie!  - wrzasnęłam mu prosto w twarz.
- Nigdy więcej nie waż się tego robić jasne? - spytał ze wściekłością. Nie miałam zamiaru zrobić mu przyjemności i odpowiedzieć.
- Oddałam się w ręce diabła... - syknęłam, próbując się uwolnić.
- Oj kochanie nie musisz mi pochlebiać... - stwierdził, po czym jego usta wylądowały na moich. 
                  Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi. Klaus raptownie uniósł głowę. ,, Już drugi raz uratował mnie ten dzwonek '' - pomyślałam z ulgą.    







Oj, oj, oj...... Wiem, rozdział jest straszny..... Przepraszam wszystkich czytelników za to badziewie.... No cóż miałam nadzieję, iż wyjdzie jakoś lepiej, a tu jak zwykle klapa.... 
Ps. Proszę o komentarze, choć pierwszy raz boję się to pisać, ponieważ niestety za ten rozdział mogę zostać zmieszana z błotem.... :(
  

piątek, 24 sierpnia 2012

Rozdział 11


Klaus:

               Nigdy nie wyobrażałem sobie, że moje życie może zawalić się w jednej chwili. Że może się zawalić z powodu śmierci jakiejś osoby. Że może w ogóle się zawalić.... Ta niezwykła, krucha i najbliższa memu sercu istota właśnie wbijała kołek w swoje delikatne ciało. Pod wpływem nadludzkiej siły dziewczyny jej skóra rozdarła się niczym kartka papieru po dotknięciu przez ostre narzędzie. Ujrzałem tylko jak kawałek drewna wydostaje się z Caroline przebijając jej tym samym plecy. Właśnie wtedy ocknąłem się. 
              Dopiero teraz zdałem sobie sprawę, iż przez ten cały czas stałem jak jakiś idiota wpatrując się w samobójstwo mojej ukochanej. W niezwykle szybkim tempie złapałem bezwładne, opadające na ziemię ciało mojej anielicy. Kiedy tylko to zrobiłem poczułem, jak moje dłonie napełniają się niesamowicie znaną mi cieczą. Moim pokarmem. Krwią.  Życiodajny płyn wylewał się teraz z mojej najdroższej strumieniami, tworząc wielką, wręcz gigantyczną kałużę, w której pływała prawie cała łazienka. 
              Raptownie złapałem dłoń Caroline, która z sekundy na sekundę stawała się coraz to bardziej zimna. Pierwszy raz owładnęło mną przerażenie. W tamtej chwili zrozumiałem, że tak na prawdę nie potrzebuje do szczęścia niczego więcej prócz bliskości tej wspaniałej kobiety. Kobiety, która właśnie przeze mnie chciała targnąć się na własne życie. Nagle zacząłem potrząsać Caroline, w nadziei, iż w taki sposób przywrócę ją do życia.  
- Caroline patrz na mnie.. słyszysz?! - wrzasnąłem, cały czas potrząsając nią. - Nie wolno ci umrzeć, musisz żyć, rozumiesz musisz żyć!!! - krzyczałem na całe gardło. 
            Właśnie wtedy stało się coś, czego nigdy się nie spodziewałem. Po mojej twarzy spłynęła jedna wielka, słona łza. W jej ślad poszły także inne łzy, które spływały tak szybko, iż nawet nie nadążałem ich wycierać. Mimowolnie spojrzałem w twarz mojej lubej. O dziwo nie wyrażała smutku czy przerażenia..... Ona po prostu się uśmiechała.
             Jedną ręką zacząłem głaskać ją po policzku, cały czas nie przestając płakać. Delikatnie pochyliłem swoją głowę i złożyłem pocałunek na jej zimnych ustach. Moja dłoń nieświadomie powędrowała na jej szyję i nagle to poczułem. Moje palce wyczuły coś coraz słabiej pulsującego. Raptem dotarło do mnie, iż wyczułem tętno. 
- Ona nadal żyje..... Matko Caroline! - ciesząc się jak małe dziecko uścisnąłem bezwładne ciało mojej wybranki. 
- Uratuję cię, obiecuję - wtedy właśnie zorientowałem się, iż jest jeszcze szansa na uratowanie mojej ukochanej. 
                 Jeszcze przez parę sekund obejmowałem Caroline, po czym podniosłem ją. Szybkim krokiem wyszedłem z łazienki, tym samym wchodząc do mojej sypialni. Podbiegłem do biurka i jednym sprawnym ruchem zwaliłem wszystkie szkice i rysunki, które powolnie opadły na podłogę. Delikatnie położyłem na nim Caroline. Z szybkością światła udałem się po wszystkie potrzebne mi przyrządy. W chwilę później stałem już  nad moją ukochaną, która teraz była przeze mnie pozbawiana ubrań. Kiedy pozostała w samej bieliźnie mogłem zacząć zabawę w ,, Chirurga ''. Mocno pochwyciłem kołek, co do prawdy nie było takie łatwe, ponieważ nie mogłem opanować niezwykle silnego drżenia rąk. Jednym, sprawnym ruchem wyrwałem kawał drewna z klatki piersiowej Caroline. Gdy tylko to zrobiłem z rany wytrysnęła krew, niczym z gejzeru. Z paniką wepchnąłem w dziurę jakieś bandaże, byle tylko zahamować krwotok. Wiedziałem jednak, iż takie działanie nie przyniesie praktycznie żadnych skutków. 
- Cholera jasna! - wrzasnąłem, łapiąc się przy tym za głowę. Nie wiedziałem co mogę jeszcze dla niej zrobić.                   
                 Zacząłem chodzić po pomieszczeniu zastanawiając się nad kolejnym posunięciem. Byłem świadomy tego, że jeśli zaraz czegoś nie wymyślę to Caroline się wykrwawi. Pomyślałem nawet o tym, aby ściągnąć tu tę wredną, małą wiedźmę, ale po chwili stwierdziłem, że ona i tak nic już nie wskóra. Pozostawało mi tylko jedno wyjście. Niestety, nie byłem pewny czy w jakikolwiek sposób pomoże uratować moją księżniczkę. 
- To do dzieła... - powiedziałem sam do siebie. Błyskawicznie podwinąłem rękaw mojego swetra i przystawiłem nadgarstek do ust. Prędko przegryzłem skórę, po czym przystawiłem krwawiącą dłoń do ust mojej królewny. Widziałem jak powoli napełniają się szkarłatną cieczą. 
- No dalej, kochanie... Jeden mały łyczek.. - powiedziałem, lekko unosząc jej głowę. Najwidoczniej moje prośby podziałały, ponieważ krwi zaczęło ubywać. 
                Po kilkunastu minutach poczułem że słabnę. Moje oczy mimowolnie zaczęły się przymykać, a nad resztą ciała traciłem panowanie. Byłem zmuszony do zaprzestania oddawania krwi. Powoli odjąłem swoją rękę od Caroline i zacząłem rozmasowywać ranę, która w mgnieniu oka zaczęła się zabliźniać. Niestety mój organizm był na skraju wytrzymałości. Zresztą wcale nie dziwiło mnie to. Nawet tak potężna hybryda jak ja potrzebuje połowy krwi w ciele. Coraz bardziej słabłem. Wiedziałem, iż muszę jak najszybciej pożywić się. W tym celu ostatkiem sił przeniosłem Caroline na łóżko, a sam pognałem po woreczek z życiodajnym płynem.

Caroline:

               Ból. Niewyobrażalny i przenikający każdą komórkę mojego ciała ból. Nigdy nie sądziłam, że śmierć może aż tak boleć. Gdyby ktoś rok temu zapytał mnie co jest najgorzej znieść, bez wahania odpowiedziałabym, że przemianę w wampira czy jakikolwiek kontakt z werbeną. Jakże się myliłam. Dziś wiem, iż nie ma niczego gorszego niż przebicie serca kołkiem. Najgorsze było jednak to, że cały czas czułam ból. Przecież nie żyję!!! To nie możliwe!! Po śmierci przecież nic się nie czuje…. A może…… a może ja wcale nie jestem w niebie…… W końcu jestem jedną z potępionych……. To oczywiste…… JESTEM W PIEKLE..
- Jestem w piekle prawda?? – zapytałem słabym głosikiem, ledwo co oddychając. Prawdę mówiąc to walczyłam o każdy oddech. Zaczęłam bardzo powoli otwierać powieki, jednak obraz przed moimi oczyma cały czas był rozmazany. Pod swoim karkiem wyczuwałam coś strasznie twardego. Na moim brzuchu spoczywało dokładnie to samo co pod szyją, łudząco przypominało mi to ręce. Nagle ktoś delikatnie pocałował mnie w głowę. 
              W chwilę po tym usłyszałam ten niezwykły głos…. Głos anioła…
- Kochanie nie jesteś w piekle….. – zaczął powoli szeptać mi do ucha. – Sam nadal nie wierze w moje szczęście, ale żyjesz….. Nawe nie wiesz jak bardzo bałem się o ciebie…. Moja mała, słodka Caroline…. Moja bogini…. – Powiedział, po czym jego usta spoczęły na moich. Nie wiedziałam, że anioły potrafią tak wspaniale całować. 
               Raptownie mój stróż oderwał się ode mnie i na powrót położył się obok mnie nie wypuszczając mnie ze swojego żelaznego uścisku. Czułam się wtedy tak wspaniale… Czułam się jak w raju…
- Teraz już wiem.. Jestem w niebie.. – stwierdziłam delikatnie się uśmiechając. W odpowiedzi usłyszałam tylko łobuzerski śmiech. Ten śmiech….. śmiech, który był bardzo charakterystyczny i mógł należeć tylko do jednej osoby…. 
               Mimo ogromnego wysiłku zmusiłam swoje powieki do uniesienia się. Nagle ujrzałam To gigantyczne łóżko, Ten niezwykły pokój, To biurko, na którym znajdowały się Te niezwykłe rysunki… i On…. Leżał koło mnie jak zwykle bawiąc się kosmykami moich włosów. Na sam jego widok zrobiło mi się nie dobrze. W tamtej chwili przeklinałam wszystko co sprawiło, iż nadal jestem żywa. 
             Niespodziewanie z moich oczu wypłynęły łzy, tworząc gorące strumienie, które paliły moją skórę. Klaus powoli zbliżył swoją dłoń aby zapewne otrzeć moją twarz, ale ja raptownie odsunęłam się w bok..
- Aaaaaaaaaa niech to szlak! – zawyłam z bólu przekrzywiając się to z jednego boku na drugi. Robiąc szybki unik całkowicie zapomniałam o ranie, która jeszcze się nie zagoiła.
- Ciii, już dobrze… - Klaus mimowolnie objął mnie tak, że wszelkie próby wyrwania się z jego ramion były bezskuteczne.
             Dopiero wtedy dotarło do mnie że jestem w samej bieliźnie. Nie wiem jakim cudem, ale od razu poczułam się na tyle silna aby rozpocząć kłótnię o to, jak ktoś śmiał mnie rozebrać.
- Ty wredny chamie! Kto ci kazał mnie rozbierać co? – powiedziałam to próbując podnieść ton głosu. Klaus tylko spojrzał na mnie z niedowierzaniem. W jego oczach nie było widać speszenia, czy zawstydzenia. On po prostu był zszokowany.
- Co tak się patrzysz? Co chcesz mi wcisnąć bajkę że to pewnie krasnoludki, albo smerfy pozbawiły mnie ubrań? – zapytałam, tym razem ze wściekłością. Mina wampira nie zmieniła się ani trochę, może prócz tego, że można się w niej było dopatrzeć jeszcze  niedowierzania.
 - Nie poznaje cię Croline.. – powiedział ze smutkiem. – Sądzisz, w czasie ratowania twojego życia zastanawiałem się czy jesteś ubrana, czy też nie?! – spytał chyba sam nie wierząc w to co mówi.
- A czy prosiłam cię o to żebyś mnie ratował? Jak myślisz przez kogo próbowałam się zabić? – wysyczałam lekko unosząc swoje ciało. Niestety, ból szybko położył mnie z powrotem na łóżko.
- Wiem, że próbowałaś popełnić samobójstwo przeze mnie. Wiem o tym, ale uwierz mi ja wtedy naprawdę nie byłem sobą… - przerwał ocierając palcami oczy. – Przepraszam, za moje zachowanie, ale niestety nie cofnę już czasu. Rozumiem, iż po tym co ci zrobiłem możesz czuć do mnie tylko wstręt i odrazę, ale nie potrafiłbym żyć z myślą, że moja ukochana umarła z mojego powodu. Zrozum musiałem cię ratować. Jeśli nie dla ciebie to dla siebie. Caroline, zbyt bardzo cię kocham żeby cię stracić. – zakończył, po czym pocałował mnie delikatnie w czoło.
- Jakim cudem, znaczy.. jak ty … no wiesz… jak ty mnie .. – nie mogłam dokończyć. Nie wiem z jakich powodów cały czas nie dochodziło do mnie to że nadal żyję.
- Okazało się że nie przebiłaś serca, a tylko się o nie otarłaś. Gdyby było inaczej nawet moja krew nic by nie dała … -stwierdził z rezygnacją w głosie.
- Ale jak to twoja krew? O czym ty mówisz? -  zapytałam cały czas nie rozumiejąc jego słów.
- Gdyby nie to, że oddałem ci prawie połowę swojej krwi, to nie sądzę żebyśmy sobie teraz tak spokojnie leżeli… - zaśmiał się pierwotny.
- O Matko! Przecież ty mogłeś się wykrwawić! Przecież nawet  ty możesz się wykrwawić! Jeny? Nic ci nie jest? Jak mogłeś się aż tak narażać? – zaczęłam histerycznie wykrzykiwać. – Ty… ty zrobiłeś to dla…. Dla mnie? – spytałam z niedowierzaniem. Nie rozumiałam. Przecież ktoś taki jak Klaus nie przejmuje się innymi osobami…. Chyba że.. że je naprawdę…. Kocha….
- Właśnie na tym polega miłość Caroline. Nie ważne jest to czy przeżyję ja, ważne jest to abyś to ty żyła. To właśnie ty jesteś dla mnie najważniejsza. – wyznał uśmiechając się do mnie delikatnie. 
              Szczerze mówiąc to sama nie wiedziałam co dokładnie w tamtej chwili myślałam. Bardzo prawdopodobne było to, iż wcale nie myślałam. Moje ledwo co bijące serce przejęło władzę nad umysłem. Nie wiem czemu pocałowałam hybrydę.





Co o tym sądzicie?? Przepraszam, że tak długo nic nie dodawałam, ale niestety nie miałam internetu :(....
Bardzo proszę o komentarze... To dzięki nim mam jeszcze więcej zapału aby pisać kolejne rozdziały..:)
PS. W kolejnym rozdziale będzie BARDZO gorąco..;) 
             


czwartek, 16 sierpnia 2012

Rozdział 10

Klaus:

                 Szybkim krokiem wyszedłem z sypialni. Zbiegając ze schodów cały czas myślałem o mojej królewnie. Byliśmy już tak blisko siebie, a tu nagle ktoś musiał nam przerwać tą wspaniałą chwilę. ,, Przynajmniej dla mnie była ona wspaniała'' - pomyślałem z wyższością.
                Nie dało się ukryć, iż byłem wściekły na tą marną istotę, która właśnie stała przed drzwiami mojej willi. ,, Może i dobrze, w końcu już tak dawno nie piłem świeżej krwi'' - przeszło mi przez myśl, na co moje usta mimowolnie wykrzywiły się w szyderczym uśmieszku. Kiedy w końcu dotarłem do gigantycznych, dębowych drzwi szybko otworzyłem je nie mogąc się doczekać ,, posiłku''. Widok przede mną niestety bardzo mnie rozczarował.
- Kol, czego chcesz? - zapytałem choć wcale nie miałem ochoty wysłuchiwać jego głupich próśb.
- Oj braciszku, to ty nawet nie chcesz się witać z kochaną rodzinką tylko od razu takie oschłe ,, czego chcesz'' - powiedział ledwo co stojąc na nogach. Mówił takim bełkotem, iż ledwo co zrozumiałem co mi powiedział.
- Nie sądziłem, że wampir, a zwłaszcza pierwotny wampir może się aż tak schlać..... - stwierdziłem, podtrzymując lecącego na mnie brata. - Zapytam z ciekawości, ile musiałeś wypić, żeby doprowadzić się do tak opłakanego stanu? - zapytałem, ciągnąc po podłodze moje nowo nabyte ,, żywe zwłoki'', po czym wrzuciłem braciszka na jeden z pobliskich foteli.
- No wiesz, jak to jest Klausik, z jedną dziewczyną jeden drink, z drugą drugi i tak się ich dzisiaj troszkę uzbierało.. - mówił cały czas przechylając się to do tyłu to do przodu. - Bracie, - zaczął, udając powagę - czy mógłbyś mnie odwieźć do mojego domu? - zapytał mnie z miną trzylatka, proszącego matkę o nową zabawkę. -  Jeśli mi pomożesz i odwieziesz mnie to czeka cię wspaniała nagroda... - powiedział unosząc jedną brew.
- A cóż to za nagroda? - spytałem z udawaną ciekawością.
- W domu czekają na nas dwie piękne panienki z grupą krwi BRh+, twoją ulubioną - zmrużył oczy zapewne wyobrażając sobie delektowanie się niezwykłym smakiem życiodajnego płynu spływającego z rozszarpanej szyi pięknej i młodej dziewczyny. Przez moment w mojej wyobraźni także pojawił się ten niezwykle przyjemny obraz, ale zaraz został wypchnięty przez twarz mojej ukochanej. Zaśmiałem się do swoich myśli.                        
                Z bujania w obłokach wyrwało mnie głośne odchrząkiwanie mojego rozmówcy.
- No już dobrze, odwiozę cię, ale bez żadnego picia krwi, ok? - zapytałem, na co Kol kiwną głową, choć jego twarz wyrażała rozczarowanie. W wampirzym tempie zaniosłem go do samochodu, po czym równie szybko ruszyliśmy w podróż.

Caroline:

               Przez cały czas przysłuchiwałam się rozmowie braci. Kiedy tylko usłyszałam pisk opon odjeżdżającego ferrari od razu wzięłam się do pracy. Cel był jeden - jak najszybciej się stąd wydostać. Wbrew pozorom nie było to takie łatwe jak by się mogło wydawać.
             Stanęłam na środku pokoju i rozejrzałam się uważnie. Moją uwagę przykuło biurko. W mgnieniu oka znalazłam się przy nim. Wszędzie leżały rysunki, na których to nie znajdował się kto inny jak sama ja. Wzięłam do ręki jeden z nich. Przedstawiał od mnie taką radosną, uśmiechniętą, po prostu szczęśliwą. Przez chwilę wpatrywałam się w oczy dziewczyny, tak niezwykle podobnej do mnie.
           Nagle otrząsnęłam się z rozmyśleń. Bardzo szybko zaczęłam przeszukiwać wszystkie szuflady robiąc przy tym niezły bałagan. Niestety, nie znajdowało się tam nic pomocnego mi w ucieczce. Kolejnym przeszukiwanym przeze mnie meblem była gigantyczna szafa. Jedyne, co tom znalazłam to sterta ubrań, o dziwo nie tylko męskich.
           Przerażona własną bezsilnością zaczęłam przechadzać się w tę i z powrotem. Nie wiedziałam co mam zrobić. Nie miałam ani telefonu, ani tego pieprzonego kluczyka otwierającego okno. Raptownie przypomniałam sobie o tym, że przecież mogę jeszcze przeszukać łazienkę. Momentalnie skierowałam się w stronę drzwi. Doskonale wiedziałam, że pozostało mi już niewiele czasu do powrotu Klausa.
            Kiedy przekroczyłam jej próg wręcz oniemiałam. Pomieszczenie, w którym się znajdowałam było tak piękne, że aż zapierało dech w piersiach. Łazienka wykonana była w stylu antycznym. Cały wystrój był utrzymywany w kolorystyce złota połączonego z beżem. Największą uwagę skupiała ogromna wanna w kształcie okręgu, nad którą górowały cztery kolumny jońskie, wokół których wiły się piękne rośliny. Nad umywalką znajdowało się wspaniałe lustro. Jego rama nie dość iż była złota, to jeszcze wysadzana mnóstwem szlachetnych kamieni.
            Kiedy zobaczyłam w nim swoje odbicie przeraziłam się. Nie mogłam uwierzyć, że ta przybita i zrozpaczona osoba przede mną to właśnie ja. To właśnie w tym momencie całkowicie się poddałam. Miałam tylko dwa wyjścia -  albo oddać się hybrydzie, albo się zabić. Z dwóch opcji bez wahania podjęłam się zrealizowania tej drugiej.
           Szybko pobiegłam do sypialni i beż większego problemu rozerwałam jedyne drewniane krzesło, które znajdowało się w tym pomieszczeniu. Razem z świeżo utworzonym kołkiem podbiegłam do lustra. Dłonią wyczułam miejsce najdogodniejsze do przebicia własnego serca. Przyłożyłam w wyznaczone miejsce kołek i po raz ostatni spojrzałam we własne odbicie.
- A jednak Klaus miał rację, przed nim nie ucieknę.. - zaśmiałam się gożko.
- Ja zawsze mam rację Caroline - nagle usłyszałam głos, który dochodził z progu łazienki. Gwałtownie odwróciłam się w tamtą stronę i ujrzałam właśnie jego. Mojego wroga i oprawcę. Klausa.
- Jeden krok a ten kołek znajdzie się w moim sercu. - powiedziałam niezwykle stanowczo, cofając się o jeden krok do tyłu. Spojrzałam w oczy wampira, które na powrót odzyskały swoją naturalną barwę.
- Caroline, proszę, nie rób tego. Naprawdę nie wiem co we mnie wczoraj wstąpiło. To wszystko przez tą furię, która spowodowała, że zacząłem przemieniać się w wilka. Nie wiem jak mam cię przeprosić, abyś mi wybaczyła..... - mówił to z takim bólem i rozpaczą.... ,, O nie Caroline, to tylko pozory, musisz pamiętać co jeszcze wczoraj chciał ci zrobić'' - podpowiadał mi niezwykle głośny głos w głowie.
              Nie mogłam mu uwierzyć. Nie mogłam pozwolić na to, aby powtórzyła się taka sama sytuacja jak wczoraj. Musiałam to skończyć.
- Przykro mi, ale nie mogę ci uwierzyć, nie potrafię..... - I właśnie wtedy zrobiłam to.
             Moje dłonie wepchnęły drewno w moje ciało. Poczułam jak niewyobrażalny ból przeszywa moje ciało. Z rąk spływała mi krew. Nagle znalazłam się w czyichś ramionach. Słyszałam jakichś krzyk, ale nie potrafiłam go zidentyfikować. Czułam, jak pochłania mnie ciemność. Mimo to byłam taka spokojna i szczęśliwa. Nagle wszystko zniknęło. Pozostała tylko ciemność i mrok.






O kurcze, to już 10 rozdział!:) Wiem, że jest strasznie nudny i krótki, ale miałam niepohamowaną ochotę na opublikowanie kolejnego posta;) Obiecuję, że kolejny rozdział pojawi się niebawem..... W tym czasie BARDZO PROSZĘ O KOMENTARZE i oczywiście z całego serca dziękuję wszystkim komentującym...
      

poniedziałek, 13 sierpnia 2012

Rozdział 9

Klaus:

             Stałem w progu tego przeklętego domu. Czułem, jak moje ciało pod wpływem furii pobudza moją wilczą naturę. Moja głowa pękała od bólu, który paraliżował wszystkie mięśnie. Moje źrenice co chwila zmieniały kolor z żółtego na czarny. Jedną ręką przytrzymywałem się futryny byle tylko nie upaść na kolana. Byłem świadomy tego, że moje kły coraz to bardziej się wydłużają.
           Raptownie podniosłem wzrok na wszystkich zgromadzonych. Dokładnie przyglądałem się ich twarzą. Prawie wszyscy byli przerażeni, prócz niej. Moja anielica stała teraz cały czas wpatrując się w moje oczy. Była taka bezbronna, delikatna i ... kusząca. Ledwo co powstrzymywałem się, aby nie podbiedz i nie rzucić się na nią dziko ją całując. Do mojej głowy przyszedł piekielny pomysł. Najpierw zaśmiałem się w myślach, a po chwili bez żadnego skrępowania zacząłem śmiać się na głos. Mój śmiech, połączony z warczeniem, był tak przerażający, iż ta mała wiedźma ze strachu rozpłakała się.
           Powoli przekroczyłem próg i  zwróciłem się do tych parszywców.
- Moi drodzy przyjaciele - rzuciłem z sarkazmem w głosie. -  Nie sądziłem, że jesteście na tyle odważni, aby znowu ze mną zadzierać. Bardzo niemądrze postąpiliście przemieniając doppelganger'a w wampira! - krzyknąłem, a raczej warknąłem obnażając kły. - A teraz powiedzcie mi, gdzie jest nasza gwiazda wieczoru, wasza słodka Elenka?? - zapytałem ze sztuczną uprzejmością.
- Nigdy jej nie dostaniesz, słyszysz? - krzyknął wściekły Damon. Podszedł do mnie powolnym krokiem z miną mordercy. Ledwo co powstrzymywałem się od śmiech widząc jego udawaną determinację. Wampir wyczuł moje rozbawienie, po czym wrzasnął ze złością.
- Wynoś się stąd, albo rozwaliny ci łeb!
- Czyżby? - powiedziałem z ironią. Biedak, pomyślałem przez ułamek sekundy, lecz potem moje wyrzuty sumienia zeszły na drugi plan. Raptownie złapałem krzesło, które stało tuż obok mnie. Bez większego wysiłku wyłamałem z niego jedną nogę i z całą siłą i impetem cisnąłem nią w brzuch Damona. Zrobiłem to na tyle mocno, że druga część drewna przebiła jego plecy. Momentalnie usłyszałem krzyki czarownicy i Rozpruwacza, którzy od razu wstali na równe nogi. Ucieszyło mnie ich zachowanie, ale brakowało mi czegoś jeszcze. No tak..... - raptownie zdałem sobie sprawę, iż wcale nie usłyszałem wrzasków mojej
bogini..
               Już chciałem odwrócić się w jej stronę, ale nagle Damon zwrócił się do mnie.
- Ty sukinsynie, jeszcze się policzymy... - powiedział ostatkiem sił, po czym jego bezwładne ciało upadło na ziemię.

Caroline:

              Patrzyłam, jak twarz Damona ląduje na dywanie. Pierwszy raz nie wyczuwałam jego oddechu i bicia serca. Do głowy przychodziły mi najczarniejsze myśli, a ja nawet nie próbowałam ich odtrącać. Doskonale wiedziałam, że nawet jeśli Klaus nie przebił mu serca, to za chwilę może się wykrwawić. Mimo, że nie przepadałam za starszym z braci Salvatore, to w tym momencie poczułam, że nie wyobrażam sobie życia bez tego, aroganckiego, wrednego dupka. Wiedziałam tylko tyle, że jeśli ja mu teraz nie pomogę to nikt ze strachu o własne życie tego nie uczyni.
- Klaus, zostaw go.... - powiedziałam powoli zbliżając się do hybrydy, a tym samym do ledwie co żyjącego wampira. Moje kroki były spokojne i nad wyraz opanowane, mimo że w środku drżałam ze strachu. Czułam na sobie spojrzenia Bonnie i Stefana, których jak gdyby ,, wmurowało'' moje zachowanie.
             Kiedy już miałam pochylić się nad krwiopijcą poczułam jak coś bardzo silnego krępuje moje dłonie.
- Caroline, to że go nie dobiłem nie oznacza, że możesz mu pomóc... - wymruczał do mojego ucha Klaus.
- Caroline.. - krzyknęła czarownica płacząc jak małe dziecko. - Proszę zostaw ją, błagam cie!! - powiedziała ocierając łzy.
- Waszej przyjaciółce nic się nie stanie jeśli tylko zjawi się tu Elena.. - mówiąc to raptownie i boleśnie zmienił naszą pozycję. Teraz stał tuż za mną, praktycznie to ocierał się o mnie. Moje ręce trzymał z tyłu jedną ręką, a drugą obejmował mnie w pasie.
                Jeszcze nigdy tak bardzo nie bałam się być w jego ,, uścisku''. Modliłam się, aby czarownica coś wymyśliła. Niestety, ona tylko tępo wpatrywała się w moje oczy jakby chciała mi powiedzieć - ,, Przepraszam Caroline, ale nie mogę zrobić tego Elenie, to ona jest moją najlepszą przyjaciółką...''.
- No dobrze, rozumiem.. - rzucił obojętnie Klaus.
               Raptownie przechylił moją głowę na bok, a następnie odgarnął włosy z mojej szyi. Czułam jak jego usta zbliżają się do niej. Czułam na sobie jego oddech. Nagle, zdałam sobie sprawę, że przez cały czas z moich oczu wypływa słony płyn. Wiedziałam, iż zaraz nadejdzie mój koniec, ale nie zamierzałam protestować. Byłam taka zmęczona...
- Stój! - Krzyknął niespodziewanie Stefan. - Spróbujmy się dogadać, ale najpierw puść Caroline... - powiedział stanowczo, a zarazem ze zdenerwowaniem.
- Nie jestem głupi, przyjacielu - powiedział spokojnie mój oprawca. - Trudno, będę musiał zabić tę ślicznotkę. - mówiąc to przejechał opuszkiem palców po moim policzku. - Albo nie mam lepszy pomysł. Będę ją więził dopóki nie dostanę wampirzycy. Do tego czasu Caroline będzie przechodziła różnego rodzaju tortury itp.. jednym słowem piekło na ziemi. A i jeszcze jedno.... macie 3 dni... - powiedział  i w wampirzym tempie porwał mnie ze sobą.
                Kiedy otworzyłam oczy nadal staliśmy w tej samej pozycji. Spostrzegłam, że stoimy w lasku nie daleko domu Salvatorów.
- Caroline posłuchaj mnie - Klaus nagle szepnął mi do ucha. - Nic ci nie zrobię, ale teraz masz z całej siły krzyknąć tak, jakbym cię ugryzł dobrze??
              Nie wiedziałam co mam zrobić. Przerazić swoich przyjaciół, czy sprzeciwić się Klausowi. Nagle dotarło do mnie, że oto właśnie moi ,, przyjaciele'' olali mnie i zostawili na pastwę losu szalonej hybrydy. Po chwili kiwnęłam na znak zgody i z całej siły wydarłam się.
- Co jak co, ale masz naprawdę silny głos -  zaśmiał się wampir. - Grzeczna dziewczynka....a teraz wracamy do domu. -  wyszeptał i w mgnieniu oka znaleźliśmy się w jego sypialni. Jak zwykle zresztą...
- Mógłbyś mnie puścić... - powiedziałam dobitnie, cały czas próbując wyswobodzić się z uścisku wyswobodzić. Usłyszałam w odpowiedzi tylko jego śmiech. Wyczuwałam w jego zachowaniu coś co przerażało mnie bardziej niż jego złość. Wyczuwałam coś w rodzaju dzikości, nieopamiętania,..... chorego pożądania.
- Hmmm, co by tu z tobą zrobić??  - zaczął głośno się zastanawiać.
- Powiedziałeś że nic mi nie zrobisz!!! Obiecałeś mi to.. - powiedziałam prawie płacząc. - Proszę puść mnie.
- Obiecaj, że nie będziesz uciekać - szepnął, po czym delikatnie zaczął całować moją szyję. Zawsze kiedy to robił traciłam zdrowy rozsądek i rzucałam się w wir jego pocałunków, jednak tym razem było inaczej.
- Dobrze, a teraz mnie puść - powiedziałam bardzo stanowczo, co najwyraźniej go nie ucieszyło. 
               Krwiopijca rozluźnił uścisk, a ja od razu wyrwałam się z jego objęć. Powoli odwróciłam się w jego stronę, i to co zobaczyłam utwierdziło mnie w moich wcześniejszych hipotezach. Zobaczyłam przed sobą zwierze, a nie człowieka, czy wampira. Nie mogłam oderwać wzroku od jego żółtych źrenic. Były takie dzikie, nieznane, a co najważniejsze bardzo niebezpieczne.
- Boisz się mnie... - stwierdził z łobuzerskim uśmiechem. Wiedział, że ma rację.
                W tym momencie widziałam przed sobą psychopatę, a nie osobę czułą i delikatną potrafiącą oddać dla mnie wszystko.
- Tak, masz rację boję się ciebie jak cholera - stwierdziłam szczerze. - Ale boję się tylko dlatego, że nie jesteś sobą, nie wiem co masz zamiar ze mną zrobić... - dokończyłam spuszczając głowę.
- A jak myślisz najdroższa? - spytał po czym oczywiście rzucił mnie na swoje łóżko.
                 Już myślałam, że zdarzę uciec, ale niestety przeliczyłam się. Był zbyt silny, a ja zresztą nie miałam już siły walczyć. Poddałam się. Gdy mój kat rozrywał mój T - shirt nagle usłyszałam pukanie do drzwi. Klaus nagle uniósł głowę i wytężył wszystkie zmysły. Potem znowu pochylił się nade mną
- Przykro mi księżniczko, ale niestety nasze tortury muszę przełożyć na jutro - mówiąc to zaśmiał się złowrogo, tak abym zrozumiała co ma na myśli mówiąc o ,, torturach''. - Wyśpij się kochanie, bo jutro zaczynamy od rana - na samą myśl o tym zrobiło mi się niedobrze. - Nie próbuj wyskakiwać przez okno bo po pierwsze jest zamknięte na klucz, a po drugie jest kuloodporne. Tuż obok jest łazienka, z której możesz korzystać. Drzwi do pokoju zamknę na klucz, więc nie próbuj uciekać. - powiedział z drwiącym uśmieszkiem na ustach. - Przede mną nie uciekniesz najdroższa... - powiedział po czym zniknął zamykając drzwi.
                 Usiadłam na skraju łoża i zaczęłam płakać. Nie miałam żadnego pomysłu jak wydostać się z tego piekła. Wiedziałam, że muszę coś wymyślić i to jak najszybciej.....




I jak??? Przepraszam, że tak długo go pisałam, ale zrozumcie... Brak weny dawał się we znaki.... Bardzo proszę o komentarze  i także gorąco dziękuję wszystkim komentującym... :)